Podlasie – jąkanie, bloki mowy

Prosto w oczy – Słowo Podlasia (marzec 2006)

 
 

Jedni odwracają się i odchodzą, inni patrzą jak na wariata albo narkomana. A on jest z siebie dumny. Najpierw jąkanie zamknęło mu świat. W wieku 41 lat, zdecydował się zawalczyć o szczęście. I wygrał.

Sławek Stefański – przystojny, młody mężczyzna. Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od innych. Do redakcji wszedł pewnym krokiem. Konsternację wzbudził dopiero sposób wypowiedzi: w zwolnionym tempie, wyraźnie artykułując słowa. – Jąkam… się… Wiecie… jak… wygląda… życie.. takich.,, jak… ja?

HIPNOTYZER MIMO WOLI

– Ponad trzydzieści lat myślałem tylko o tym, jak ukryć kłopoty z wypowiadaniem się – mówi powoli Sławek, patrząc uparcie w oczy. – Najłatwiej było we własnych czterech ścianach. Strach, że wyjdę na głupiego paraliżował, czasem nawet „dzień dobry” sąsiadce nie mogłem powiedzieć.

Na początku marca przeszedł pierwszy, dwutygodniowy etap terapii leczenia jąkania. Do redakcji przyszedł, bo takie dostał zadanie.

– W ramach terapii muszę porozmawiać z dziennikarzem – wyjaśnia.

– Przede mną jeszcze spotkanie z wójtem i uczniami w szkole. Byłem już w gimnazjum. Nauczyciele dziwili się, jak łatwo potrafiłem uspokoić klasę. Ten, kto próbował rozrabiać, został zahipnotyzowany – śmieje się Sławek – bo w rozmowie ważną rolę odgrywa kontakt wzrokowy.

ZAKAZANY OWOC

Sławek zaczął się jąkać w wieku 5 lat, w efekcie silnego stresu. Problem się pogłębiał. – Byłem dobry z fizyki i matematyki. Chciałem iść na studia, ale jak z taką wymową… – kontynuuje, a w oczach szklą się łzy. – Wybrał zawód, w którym konwersacja nie jest niezbędna. Został kierowcą. Pamięta, jak kiedyś na lekcji mieli recytować wiersz. Umiał go dobrze. Wstał. Otwarta książka leżała na ławce, a on nie mógł nic przeczytać.

– W szkole nauczyciele albo tolerowali, albo dokręcali śrubę. Na zabawy nie chodziłem, dziewczyna pozostała w sferze marzeń – dodaje cicho. – Batem się wyjść na ofermę, który nic powiedzieć nie potrafi. Później nie chciałem żadnej kobiecie uprzykrzać życia takim problemem. Przecież nawet pójście do urzędu było tragedią.

Słysząc zdania w rodzaju: „- O co chodzi? Proszę szybciej!” – całkowicie się blokował. W końcu sprawy i tak załatwiali rodzice. Mając 15 lat zaczął szukać pomocy u logopedów w Lublinie i Warszawie. Po kilku latach, nie widząc efektów, zrezygnował. Kiedy dowiedział się o Centrum Terapii Jąkania w Mikołowie koło Katowic, postanowił spróbować raz jeszcze.

TO TYLKO SLALOM

– To moja szansa na szczęście – mówi z uśmiechem. Jego prawa ręka stale pracuje. – Ręka podtrzymuje rytm mówienia, uspokaja. Kiedy ją czuję, czuję luz. Na pierwszym etapie każdej

sylabie odpowiadał palec, bo na palcach rzadko się mylimy – objaśnia.-Teraz mówię już przy pomocy ręki. Mój kolega z kolei ma perfekcyjnie opanowany slalom. To metoda polegająca na zastępowaniu słów synonimami.

Kiedy czuje, że jakieś słowo nie przejdzie mu przez gardło, zastępuje je innym. Nikt nie wpadłby na to, że się jąkał. Tu, niestety, zdarzają się nieporozumienia, bo nie zawsze uda się powiedzieć dokładnie to, co się myślało.

– Dlatego właśnie jąkanie nazywa się chorobą niewypowiedzianych myśli – wyjaśnia Sławek.

W Centrum spędził 14 dni. Przez dwa tygodnie po osiem godzin dziennie uczestniczył w zajęciach grupowych, prowadzonych przez terapeutów, którzy również kiedyś się jąkali. W tej terapii nacisk kładzie się na wewnętrzny spokój i odprężenie. Brak czasu nie istnieje,

MILCZENIE TERAPEUTYCZNE

– Pierwsze 10 dni zabronili nam mówić – wspomina. – Zapisałem wtedy trzy zeszyty, bo tak rozmawialiśmy. Mieliśmy zapomnieć poprzednie doświadczenia, „starą” mowę. A mówić uczyliśmy się jak malutkie dzieci, zaczynając od składania sylab. Z tym trzeba było iść od razu między ludzi, do sklepów, na policję, do urzędu. Było ciężko, ale rozmawiałem z ludźmi – mówi z dumą.

Z Mikołowa wrócił z zadaniami: 40 rozmów dziennie, wizyty w kilku instytucjach, jedna rozmowa telefoniczna każdego dnia. – Na wolne tempo mowy ludzie reagują różnie. Jedni słuchają, inni uciekają, bo myślą,, że narkoman ich zaczepia. Czasem przedrzeźniają. Pytam o godzinę, ulicę, cenę pączka.

Ostatnio się ubawił. Chciał kupić buty i zajrzał kobiecie głęboko w oczy, mówiąc powoli o co mu chodzi. A ona za stragan i do męża: załatw tego klienta – śmieje się Sławek.

Sławek Stefański przechodzi na drugi etap terapii- Przed nim kilka miesięcy pracy, ale już teraz cieszy się na efekt końcowy. Nie ukrywa, że terapia jest kosztowna, w sumie kilka tysięcy złotych. W ciągu roku zacznie mówić płynnie. – Nigdy wcześniej nie włączałem się do żadnych rozmów – mówi z uśmiechem. – A dzisiaj sąsiedzi z niedowierzaniem słuchają mojego głosu. Mówią, że jestem innym człowiekiem.

Mówi: Katarzyna Kuzioła, logopeda:

– Przyczyn jąkania jest wiele: silny uraz psychiczny, stres, a według najnowszych badań także przyczyny organiczne. Taka osoba wśród bliskich mówi dość płynnie, kłopoty zaczynają się, gdy ma rozmawiać z obcymi, odebrać telefon. Przełamanie lęku bywa trudne. Ze względu na podłoże psychologiczne terapia jest skomplikowana. Metod leczenia jest wiele. Np. wybijanie ręką, palcami na udzie rytmu, w jakim powinniśmy mówić. Na pewno problemu nie można bagatelizować. Gdy dziecko zacina się przy mówieniu, warto skorzystać z porady specjalisty. Nie powinno się czekać, aż samo przejdzie, bo może się okazać, że nie przejdzie.

Ostatnie miejsca w październiku, zapisz się - Godzinny trening on-line GRATiS!

X