WYWIAD
|
Gość: Klaudiusz Sevković Redaktor: Dorota Krzysztoszek R.: Jak zaczęła się Twoja przygoda z telewizją? G.: Mieszkałem w Niemczech, w telewizji oglądałem tamtejszą wersję
programu Big
Brother. Znajomi, oglądając ze mną program namawiali mnie do uczestnictwa.
Zgłosiłem się na casting w Polsce do telewizji TVN, która organizowała edycję
tego programu. Po przejściu kolejnych siedmiu etapów zostałem zakwalifikowany. R.: Czy telewizja dla Ciebie to przygoda, incydent czy
sposób na zarobienie pieniędzy? G.: Wchodząc do programu nikt z nas nie myślał o
zarobieniu pieniędzy. Gdy oglądałem w telewizji program w wersji niemieckiej,
pomyślałem sobie, że dobrze by było chociaż raz znaleźć się na pierwszych
stronach gazet. To był cel, który sobie obrałem i postanowiłem ze wszystkich
sił dążyć do jego zrealizowania. Dopiero następstwem uczestnictwa było to, że
zarobiłem jakiekolwiek pieniądze. Traktowałem to jako przygodę, która jak się
potem okazało przerodziła się w następną i następną. R.: Czy utrzymujesz kontakty z ludźmi poznanymi w
programie? G.: Występ przyniósł mi prawdziwą przyjaźń, która
niemal od początku pobytu nawiązała się między mną a Gulczasem. Do dzisiejszego
dnia utrzymujemy regularnie kontakt, dzwonimy do siebie czasem nawet kilka razy
w tygodniu, spotykamy się przy każdej nadarzającej się okazji. Stały kontakt
utrzymuję również z Alicją, którą w programie nie bardzo potrafiłem znaleźć
wspólny język, ale w tej chwili jest zupełnie inaczej. Bardzo często spotykam
się z Arisem, z kolejnej edycji
programu. R.: Co najbardziej udział w Big Rother Ci ułatwił? G.: Ciężko wybrać jedną rzecz. Robiłem wiele rzeczy,
np. wydałem płytę, (nigdy wcześniej nie pomyślałbym nawet o tym, że kiedyś będę
śpiewał!), napisałem książki o tematyce kulinarnej, wystąpiłem w filmie oraz w
reklamach, ale chyba najważniejszą rzeczą było to, że prowadziłem swój własny
program w telewizji. R.: Czy masz swoje sposoby walki z tremą? G.: Specjalnych sposobów nie mam. Najbardziej działa
na mój spokój uśmiech oraz totalne wyluzowanie. R.: Czy przed występami przed kamerą stosowałeś jakieś
ćwiczenia głosowe? G.: Nie, nikt ode mnie tego nie wymagał. Nie jestem
profesjonalnym aktorem i zawsze staram się być naturalny. Dopóki co, stosowanie
jakichkolwiek ćwiczeń głosowych nie było mi potrzebne. R.: Czym się teraz zajmujesz? G.: Jestem prezesem klubu piłki ręcznej, który wraz z
kolegami próbujemy uratować przed likwidacją i nawet nam się udaje.
Najważniejszą jednak rzeczą jest to, że piszę w tej chwili książkę. Będzie to
książka o tematyce kulinarnej i piłkarskiej. Coś w rodzaju przewodnika przed
zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w piłce nożnej, w którym przedstawiam
wszystkich naszych reprezentantów w nieco innej niż wszyscy formie, bo
kulinarnej. Ich ulubione potrawy, diety przed ważnymi meczami itp. R.: Czy wiążesz Swoją przyszłość z telewizją? G.: Chciałbym znowu mieć program kulinarny. Czuję, że
znowu jestem gotów na takie wyzwanie i bardzo chętnie będę je realizował. Jednak
w chwili obecnej zbyt wiele czasu zajmuje mi książka i dopiero po jej
ukończeniu zabiorę się do tego. R.: Czy masz czas na życie prywatne? G.: Na początku trudno mi było pogodzić życie prywatne
i zawodowe. Cały czas mieszkałem na walizkach. Później było trochę łatwiej, bo
żona jeździła ze mną. Teraz jest już zupełnie dobrze, staram się znaleźć jak
najwięcej czasu dla rodziny. R.: Czy możesz wymienić dobre i złe strony bycia osobą
rozpoznawalną? G.: Dobrą stroną popularności jest to, że dużo łatwiej
mi niż przeciętnemu Kowalskiemu załatwić nawet najdrobniejsze sprawy. Negatywem
jest natomiast brak wolnej chwili dla siebie. Tak bywało zaraz po programie.
Nawet nie mogłem spokojnie zrobić zakupów w żadnym sklepie. Ogólnie jednak nie
narzekam, bo lubię ludzi, ich reakcje i
daję sobie z tym radę. R.: Jakie są Twoje marzenia? G.: Myślę, że największe swoje marzenie już
zrealizowałem. Zawsze chciałem mieć rodzinę, zdrowe dzieci, żonę, którą kocham
i to wszystko już od dawna mam. Pewnie, że każdy marzy o czymś wielkim, typu
dom w Miami, piękne Porsche lub Ferrari, ale myślę, że te rzeczy są zbyt
wygórowane. Jestem zadowolony z tego co mam i osiągnąłem, a co jeszcze przede
mną to się dopiero okaże. Odpowiada mi to, jak jest teraz. R.: Dziękuję za rozmowę. G.: Ja również dziękuję, koniecznie musimy spotkać się
po ukończeniu przez Ciebie terapii, pozdrawiam wszystkich uczestników leczenia
jąkania. Życzę Wam powodzenia.
|