WYWIAD

wywiad z inseminatorem, panem Bogdanem Maksem

 

BM: Bogdan Maks

BC: Beata Cholewa

 

BC: Czy trzeba było ukończyć jakąś specjalną szkołę, by być insyminatorem?

BM: Nie, wystarczył tylko krótki kurs.

BC: Ile trwał ten kurs?

BM: 2 miesiące.

BC: Czy trzeba było za niego zapłacić?

BM: Kiedy ja jeszcze robiłem ten kurs, był on bezpłatny.

BC: Od ilu lat pracuje pan już w swoim zawodzie?

BM: Od około 15 lat.

BC: Czy zawsze chciał pan być insyminatorem?

BM: Chyba było mi najłatwiej, ponieważ mój ojciec też nim był. Teraz jest już na emeryturze.

BC: A co jeszcze pana interesuje poza swoim zawodem?

BM: Interesuje mnie naturoterapia. Uczę się też się na temat masażu, szczególnie masażu Ma-uri.

BC: Na czym on polega?

BM: Dzięki niemu oczyszcza się ciało z toksyn, człowiek czuje się rozluźnionym.

BC: Potrzebne są do tego masażu jakieś specjalne olejki....?

BM: Tak, olejki i różnego rodzaju aromaty.

BC: Czy w pana pracy jest czas na przerwy, urlopy?

BM: Nie. Jestem cały czas do dyspozycji klientów.

BC: Nawet w święta?

BM: W święta przede wszystkim. W tym roku w wigilię jeździłem do godziny 19:00

BC: Czy pana praca nie budzi w panu obrzydzenia?

BM: Nie, już się przyzwyczaiłem. Poza tym jest to całkowicie higieniczne dla mnie i dla krowy. Moim zdaniem rolnik ma gorszy zawód.

BC: Czy jest potrzebne jakieś labolatorium do wykonywania tego typu zabiegów?

BM: Nie, wystarczy specjalny termos.

BC: Czy daleko musi pan jeździć do swoich "pacjentek" oraz "pacjentów"?

BM: Mam ograniczony obszar do 25 km.

BC: Jakie przyrządy są potrzebne do wykonywania zabiegów?

BM: Termos, tzw. pistolet, i rękawica.

BC: Dziękuję panu za wywiad i poświęcony mi czas.

BM: Ja również dziękuję.