Wywiad z Rektorem Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, Panem prof. dr hab. inż. Markiem Trombskim.

 

 

 

 

Sz: Szymon

R:  Rektor

 

Sz:  Proszę mi na wstępie powiedzieć, z jakimi uczelniami był Pan związany do tej pory oraz jaki kierunek studiów Pan ukończył?

 

R:  Studiowałem na Wydziale Mechanicznym na Politechnice Łódzkiej. Studia  ukończyłem w roku 1960. W roku 1967 uzyskałem stopień naukowy doktora i od roku 1969 zacząłem pracę w filii Politechniki Łódzkiej w Bielsku Białej, gdzie pracuję do dzisiejszego dnia.

 

 

 

Sz: Czy jako dziecko miał Pan już zamiłowanie takich przedmiotów, które miałyby jakiś związek z wytrzymałością materiałówJ? Czy Pana zainteresowania od początku szły w tym kierunku?

 

R:  Już jako dziecko interesowała mnie matematyka oraz inne przedmioty ścisłe. Ich nauka przychodziła mi bez trudu, miałem zawsze dobre stopnie i uczestniczyłem w wielu olimpiadach matematycznych. Jak wiadomo, umiejętność liczenia jest nieodzownym czynnikiem przy wytrzymałości materiałów, tak więc można powiedzieć, że takie zainteresowania miałem już jako chłopiec.

 

Sz:  Jak długo jest Pan już Rektorem?

 

R: Zostałem wybrany na rektora w roku 2001,  czyli zajmuję  to  stanowisko              już 5lat.

 

Sz:  Czy pełnienie funkcji rektora jest bardzo stresujące?

 

R:  Ależ oczywiście. Z pełnieniem takiej funkcji związana jest duża odpowiedzialność, czesto trzeba podejmować trudne decyzje i wybory. Jako rektor często mam także przemówienia na forum dużych grup, udzielam wywiadów itd. Są to rzeczy, które z reguły są stresujące.

 

Sz:  Jak Pan sobie radzi z tym stresem? Np. w przypadku występów przed liczną publicznością?

 

R:  Przy pokonywaniu stresu bardzo mi pomaga sport, który uprawiam od wielu lat - żeglarstwo morskie oraz alpinistykę. Pochwalę się, że mając 50 lat zdobyłem nawet jeden 6-cio tysięcznik. W takich sytuacjach człowiek jest zdany wyłącznie na siebie, na swoje umiejętności, wytrzymałość oraz przede wszystkim zdrowy rozsadek. I właśnie dzięki tym cechom, umiem sobie poradzić w stresujących sytuacjach. Ważna jest także umiejętność oceny sytuacji oraz dystans do siebie, do własnych słabości.

 

 

Sz:   Na drugim roku studiów miałem z Panem wykłady z wytrzymałości materiałów. Proszę mi powiedzieć, czy pełniąc funkcję rektora nadal Pan prowadzi wykłady? Jeśli nie, czy brakuje Panu tej formy pracy i kontaktu ze studentami?

 

R:  Tak. Nadal prowadzę wykłady z wytrzymałości materiałów. Będąc rektorem, moim obowiązkiem jest prowadzenie minimum 5godzin wykładów tygodniowo. Dlatego też pomimo wielu obowiązków na uczelni oraz licznych wyjazdów muszę jeszcze znaleźć czas na prowadzenie tych wykładów. Jest to jednak element mojej pracy, który przynosi mi wiele satysfakcji. Lubię kontakt ze studentami, cenię sobie dyskusje z nimi, wymiany poglądów.

 

 

Sz:   Wiem ze zawodowo prowadził Pan poważne badania wytrzymałościowe, proszę mi powiedzieć o takich bardziej ciekawszych bądź nagłośnionych przez media?

 

 

R:  Jestem specjalistą w kilu dziedzinach, m.in. mechanice stosowanej, dynamice maszyn i dźwigów oraz  wytrzymałości maszyn włókienniczych.

Największe doświadczenie mam przy obliczaniu dźwigów, chodzi tutaj o tzw. żurawie.

Jak Pan wie, są one zbudowane z dużej liczby prętów, czyli tzw. kratownic, do czego konieczne jest bardzo dużo obliczeń wytrzymałościowych.

Ponadto robiłem wiele badań przy samolotach odrzutowych, gdzie występują ogromne naprężenia szczególnie podczas startu takiego odrzutowca.

To bardzo szeroki temat, nie dający się streścić w kilku słowach.

 

Sz:  Czy podczas takich badań, zdarzyło się Panu pomylić w jakiejś ważnej kwestii? Jeśli tak to jakie były tego konsekwencje?

 

R:  Oczywiście. Pomyłki zdarzają się każdemu. Pamiętam, jak kiedyś podczas obliczeń maszyn włókienniczych, zapomniałem o pewnym wskaźniku, ale na szczęście podczas kilkukrotnego sprawdzania wyników, zorientowałem się, że coś jest nie tak. Gdybym tego nie zauważył, straty byłyby ogromne.

Żadnych konsekwencji za to nie poniosłem, z uwagi na to, że w porę ten błąd znalazłem.

 

 

Sz:   Wiem, że był Pan także Wojewodą Bielskim. Proszę powiedzieć, jak długo sprawował Pan ten urząd?

 

 R:  Wojewodą byłem w latach 1994 – 1998.

 

Sz:  Jak to jest być najważniejsza osoba w tak dużym mieście?

 

R:  No cóż…zależy w jakich sytuacjach…(śmiech:)

Oczywiście po wybraniu mnie na wojewodę czułem się bardzo zaszczycony i byłem z siebie dumny.

Niestety pełnienie takiej funkcji nie jest wcale proste.

Wielokrotnie byłem zmuszany do podejmowania bardzo ważnych decyzji.

W tamtych latach sytuacja polityczna była bardzo skomplikowana. Bardzo głośna była  sprawa z Oświęcimia. Ludzie z różnych krajów przyjeżdżali i robili demonstracje. Sprawę trzeba było jakoś załagodzić.

Często byłem stawiany miedzy młotem a kowadłem. Pełnienie tej funkcji również wiąże się z dużą odpowiedzialnością oraz poświęceniem czasu. Starałem się wypełnić tą funkcję najlepiej, jak mogłem i mam nadzieję, że moje starania zostały docenione.

 

Sz:  Co Pan sadzi o problemie jąkania?

 

R:  No niewątpliwie dla osoby jąkającej jest to na pewno duży problem.

Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy każda  minuta jest na wagę złota, wszystko leci w zawrotnym tempie, problem z komunikowaniem się z ludźmi jest niestety dużą przeszkodą dla takiego człowieka.

Dlatego też uważam, że jeśli istnieje jakaś metoda leczenia jąkania, należy próbować z tym walczyć. Właśnie tak, jak Pan to robi. Chciałem jeszcze powiedzieć, że jestem pod wrażeniem Pana mowy. To, że mówi Pan wolniej niż przeciętny człowiek niczemu nie przeszkadza. Ważne, że mówi Pan bardzo wyraźnie i można się bez problemu komunikować, a podejrzewam, że za jakiś czas będzie Pan mówił takim tempem jak ja. Myślę również, że taka terapia bardzo pomaga w uzyskaniu spokoju wewnętrznego, o co bardzo trudno w dzisiejszych czasach. Zdaję sobie również sprawę, że wymaga bardzo dużo wysiłku, samozaparcia oraz odwagi, więc należą się Panu słowa uznania.

 

Sz:  Dziękuję za wywiad i poświecenie mi swojego cennego czasu.

 

R:  Życzę Panu wielu sukcesów oraz powodzenia w terapii.