WYWIAD Z AKTOREM - Łukaszem Żurkiem autorem teatru „ BAGATELA” w Krakowie
Red. Natalia Pradel
N - to Ja, nie chwaląc się - w rankingach o najlepszą dziennikarką płci damskiej w mojej
grupie jestem zdecydowana na pierwszym miejscu :)
Ł - Łukasz Żurek
N: Gdzie można Pana zobaczyć?
Ł: Gram głównie w teatrze, ale mam również na swoim koncie epizody w filmach i telewizji.
W telewizji gram policjanta Zenka w „ Spotkaniu z Balladą” czyli popularny kopydłów.
Natomiast jeśli chodzi o teatr to od 12 lat w spektaklach „ Mayday”. Jestem tam Stanleyem, sąsiadem głównego bohatera.
N: Jaki to teatr?
Ł: Bagatela
N: A filmy? W jakich
Pan występował?
Ł: „ Przygody Wojaka Szwejka” ; „ Podwójne życie Weroniki” Kieślowskiego
N: Mnie ten film
kojarzy się zawsze z książką Paulo Coelhiego „Weronika postanawia umrzeć”.
Ł: Ten film jest Kieślowskiego. Miałem tam mały epizod. Nawet nie wiem czy można to nazwać epizodem.
N: Jakie role Pan
woli: śmieszne czy dramatyczne?
Ł: Prawdziwe. W zasadzie obojętne mi czy , jest to rola w komedii czy w tragedii, byle nie była przerysowana.
Kiedy po przeczytaniu scenariuszu widzę, że bohater nie miał by racji bytu w rzeczywistości, po prostu nie przyjmuję tej roli.
N: Ile lat Pan jest
aktorem?
Ł: 13 lat. Boże jak ten czas leci!
N: Gdzie skończył Pan
szkołę aktorską?
Ł: W 1992 roku , tu w Krakowie.
N: Z jakim słynnym
aktorem spotkał się Pan na planie?
Ł: Hmmm….To chyba z Wojciechem Pokorą. Jest on reżyserem spektaklu „
Mayday” i sam tam gra.
N: Co daje Panu
największe zadowolenie w tej pracy?
Ł: Bycie kimś innym. Najlepsze w tym wszystkim jest to kiedy, to co przedstawiamy dociera do widzów i jest poprawnie odbierane.
Kiedy aktorowi uda się nawiązać kontakt z publicznością , kiedy on i publiczność tworzą jedno można mówić o sukcesie.
N: Widzę, że dla Pana
najważniejsze , jest to , że gra dla kogoś , nie dla samego siebie.
Ł: Staram się wkładać całego siebie, w to jak gram. Szczerze mówiąc wolę żywą publiczność niż grać do kamery.
N: Spontaniczność
reakcji?
Ł: Dokładnie.
N: Jak się Panu gra Zenka?
Ł: Cudownie. Po pierwsze, że przyniosła mi jako taką popularność kraju, a po drugie dlatego, że tą postać sam wymyśliłem.
Stworzyłem człowieka od podstaw.
N: No i chyba przede
wszystkim dobra zabawa?
Ł: Tak.
N: Jak udaje się Panu
zapamiętać teksty?
Ł: To pytanie zawsze zadają osoby, które nie zajmują się aktorstwem.
Tak naprawdę dla mnie uczenie się tekstów jest rzeczą najprostszą.
Jak tancerz, kiedy uczy się nowych kroków, na swój sposób , tak każdy aktor na swój sposób uczenia się tekstów.
Moją metodą jest przepisywanie fragmentów tekstów. Ponadto to równo z tempem pisania powtarzam tekst.
Tworzę pewnego rodzaju układ – odstępy tam, gdzie oddechy, przecinki , intonacja.
Tekst musi mieć swoją dynamikę.
Nawet po kilku miesiącach od spektaklu, kiedy mam go zagrać jeszcze raz wyciągam tekst i zdarza się, że bez powtarzania umiem go na pamięć.
N: Sprytny sposób. Co
skłoniło Pana, żeby wybrać te robotę?
Ł: Utkwił mi w pamięci jeden taki moment. Grałem wtedy w teatrzyku szkolnym w Liceum Nowodworskiego.
Wystawialiśmy „ Antygone” Sofoklesa. Ja byłem Kreonem.
N: To zła postać.
Ł: Tak. Na widowni zasiadali sami znawcy , był to bowiem Zjazd Filologów Klasycznych (300 – 400 osób publiczności).
Jak wygłaszałem monolog do syna Hajmona zapadła napięta cisza.
Czułem jak czekają na dalsze słowa, chociaż znakomicie znali tekst, czułem jak spijają każde słowo z moich ust.
To uczucie, kiedy miałem władze nad ludźmi..
N: Nad ich emocjami?
Ł: Tak, kiedy przez kilka sekund potrafi się skupić całą uwage na sobie i
na tym co się ma do powiedzenia- coś pięknego!
N: Wtedy Pan poczuł ,
że to jest to?
Ł: Taaak.
N: W której klasie
był ten teatrzyk?
Ł: Teatrzyk był przez wszystkie lata szkoły. To tradycja tego liceum.
N: Chodzi mi o ten
szczególny.
Ł: W trzeciej.
N: Miał Pan więc jeszcze rok, na wybranie kierunku studiów.
Ł: Ja w ogóle byłem bardzo niezdecydowany. Myślałem o architekturze, medycynie.
Żeby się dostać do szkoły aktorskiej zdawałem dwa egzaminy: praktyczny i teoretyczny.
Na praktyczny miałem przygotować kilka utworów i później zaprezentować.
Natomiast teoretyczny zdawałem z historii teatru i sztuki.
N: Musiał Pan więc
sam się uczyć.
Ł: Tak
N: Nie czuje Pan
czasami znużenia?Kiedy gra Pan kolejny raz ten sam spektakl?
Ł: Dziś będę grał w „ Mayday” 805 raz i jeszcze mi się nie znudziło.
Za każdym razem na widowni zasiada inna publiczność.
Już po kilku minutach „ idzie” zauważyć z jakiego rodzaju publicznością ma się do czynienia.
N: Po czym Pan to
rozpoznaje?
Ł: Na przykład , kiedy wychwytuje drobne niuanse, śmieje się z mało zauważalnych żartów, wtedy można powiedzieć o wysokiej kulturze kulturze znajomości publik.
N: Za każdym razem
można zagrać troszeczkę inaczej?
Ł: Tak, tą sama sztukę w „ ciutkę” inny sposób .
Jestem szczęśliwy kiedy widzę, że dzięki mojej grze, ktoś zapomina o kłopotach , że pojawia się uśmiech na jego twarzy .
Przynajmniej na chwilę.
N: Dziękuję bardzo za
wywiad! Może kiedyś wybiorę się na Mayday
Ł: No nie tylko na „ Mayday”:) :)