red. Sławomir Stefański

Wywiad z Janem Czeczerewskim

Doktorem Nauk Biologicznych

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Sławomir Stefański: Dzień dobry.

Jan Czeczerewski: Dzień dobry.

 

SS: Sławek jestem, chciałbym przeprowadzić z Panem wywiad.

JCz: Jasio Czeczerewski. Dla kogo to ma być i o co chodzi?

 

SS: Będzie to wywiad dla centrum terapii jąkania jako zadanie terapeutyczne.

JCz: Bardzo chętnie porozmawiamy.

 

SS: Czy od początku myślał Pan o karierze naukowej doktora?

JCz: Raczej nie. Jak już podjąłem pracę na AWF-ie to do dalszej nauki zmobilizowała

 mnie po prostu dyrekcja, a że byłem pracowity, może mniej zdolny, to podjąłem to

 wyzwanie. Trudności były ze znalezieniem promotora, który by to pokierował.

 Jeździłem po Warszawie, Lublinie, ale z miernym skutkiem, bo nie znalazłem.

Dopiero w Białej na AWF-ie coś drgnęło. Zaczęły się badania, co było przepustką do doktoratu.

 

SS: Jak przebiegała Pana droga do stopnia doktora?

JCz: Po skończeniu liceum ogólnego w Białej nie wiedziałem co wybrać. Interesowałem się elektroniką. Ale mama uczyła biologii w szkole podstawowej i w ostatniej chwili zdecydowałem się na biologię. Złożyłem papiery na Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie. Egzaminy zdałem pozytywnie i dostałem się na studia na biologię. Pracę magisterską obroniłem i trzeba było rozglądać się za pracą. Miałem dwie oferty: w Instytucie Biologii w Białej Podlaskiej i na AWF-ie. Wybrałem to drugie. Na AWF-ie po rozpoczęciu pracy dyrekcja nalegała, żeby podwyższać kwalifikacje, no i musiałem się dostosować. Jak mówiłem były kłopoty z promotorem. Dopiero doktor z habilitacją na AWF-ie zajął się moją osobą. I tak zacząłem studia doktoranckie na UMCS, co trwało 9 lat i udało się.

 

SS: Czy musiał Pan ulegać naciskom np. politycznym ze strony uczelni?

JCz: Naciski polityczne nie wchodziły w rachubę. Naciski ze strony uczelni były i musiałem się do nich stosować, ponieważ nie miałbym racji bytu. W Białej Podlaskiej jest bardzo mało naukowców o stopniu doktora a uczelnia chciała mieć markę i naciskali, żeby się uczyć. Wielu moich kolegów po magistracie, którzy ze mną rozpoczynali, już nie pracuje.

 

SS: Ma Pan jakieś miłe wspomnienia z obrony pracy doktorskiej?

JCz: Trudno powiedzieć. Miłe to tylko jest po głosowaniu komisji, jak już komisja zatwierdzi. Wielka ulga. A tak to jest ogromny stres. Broniłem pracę doktorską w Wojskowym Instytucie Żywienia w Warszawie. Chodziło o prestiż. Tam gdzie zdawałem była duża sala, dużo ludzi, ale byłem dobrze przygotowany i to wszystko pokonałem.

 

SS: Z czego Pan nie jest zadowolony?

JCz: Jeśli mam być szczery to z koleżanki z pracy i pozostawię to bez komentarza.

 

SS: Jakie są Pańskie plany na najbliższy czas?

JCz: Teraz jestem na etapie habilitacji. Dużo pracuję naukowo, zajmuję się badaniami nad żywieniem dzieci i młodzieży. To mi pomaga w habilitacji. Mam także promotora, który mnie zabiera na konferencje i sympozja. A to jest ważne w habilitacji i otwierają się wrota do stopni profesorskich: nadzwyczajnych i zwyczajnych. A to daje stabilizację, stałą pracę, większe pieniądze i prestiż.

 

SS: Czy młodzież interesuje się biologią?

JCz: Biologia to jest pojęcie ogólne. Ja się zajmuję higieną i promocją zdrowie. Ale odniosę się do tego pytania. Młodzież to tylko tyle by zaliczyć. Są jednostki, które się tym interesują, ale są i tacy, którzy w ogóle nie znają składu powietrza. Może mają za dużo przedmiotów i to bagatelizują. Są w błędzie myśląc, że na AWF-ie najważniejsze jest wychowanie fizyczne. Już także na innych uczelniach są takie przedmioty o zdrowiu i żywieniu.

 

SS: Do czego jest potrzebna na AWF-ie higiena zdrowia i żywienia?

JCz: Ja uważam, że na AWF-ie jest to podstawa. Ile ludzi jest otyłych, anorektyków…Również hałas, złe oświetlenie źle wpływa na sportowca.

 

SS: Co sprawia młodzieży największe problemy?

JCz: Jeden z nowych przedmiotów na uczelni. Młodzież podchodzi do niego lekceważąco. Do opanowania są wykłady, ćwiczenia i doświadczenia. Jest dosyć dużo nowego materiału. Młodzież jest mało zdolna, ale są wyjątki.

 

SS: Dużo zajmuje praca na uczelni?

JCz: Zasadniczo mam 210 godzin w ciągu roku Dużo czasu zajmują badania, doświadczenia i analizy przygotowujące do habilitacji. Spędzam na uczelni około 2-9 godzin dziennie, ale pracuję dużo więcej.

 

SS: Na jakim poziomie jest polska nauka?

JCz: Na miernym. Są bardzo zdolni i dobrzy naukowcy, którzy nie wykorzystują swojego potencjału. Główną przeszkodą jest brak pieniędzy na naukę, co powoduje jej wolny rozwój. Przykładem na to jest chęć zabrania przez władze państwowe tzw. kosztów uzyskania dla naukowców, jest tego ponad 2 tysiące. Za takie pieniądze można kupić niezłej klasy komputer. A dla naukowca komputer jest czymś nieodzownym.

 

SS: Co sądzi Pan o Ministrze Edukacji Narodowej?

JCz: Chociaż my nie podlegamy Ministerstwu Edukacji to odniosę się do tego. Jest to zagrywka polityczna a w sporcie zagrywki są trafne albo chybione. A to jest zagrywka chybiona. Ale jest trochę za dużo szumu wokół ministra. Każdemu człowiekowi trzeba dać szansę, żeby się wykazał. Trzeba z pół roku, wtedy go można oceniać i krytykować. Nie podobają mi się protesty uczniów i użycie do tego policji.

 

SS: Jakie jest Pana hobby?

JCz: Nie wiem, czy mam hobby. Po prostu na jakieś zainteresowania nie mam czasu. Dużo poświęcam pracy naukowej. Interesuję się elektroniką. Dużo pracy zabiera budowa domu. Praca przy budowie domu zabiera mi czas, który mógłbym poświęcić na hobby.

 

SS: Jeszcze spytam o czas dla rodziny: żony i dzieci.

JCz: Praktycznie mam mało czasu. Nawet jak siedzę w domu to pracuję głową. Myślę nad pracami naukowymi. Ale zajmuję się dziećmi, mam czas dla żony, pracuję przy budowie domu, więc myślę, że nie jest najgorzej. Planuję w te wakacje wyjechać z rodziną na wczasy, choć na tydzień.

 

SS: Trudno nie spytać pracownika AWF-u o sport. Jaka jest Pana opinia o występie Polaków na MŚ w Niemczech?

JCz: Za bardzo uwierzyliśmy w sukces. Po losowaniu był huraoptymizm. Była pewność, że z grupy wychodzimy bez problemu. Następnie spotkanie towarzyskie z Ekwadorem 3:0. Trochę byłem rozczarowany, że brakuje Frankowskiego. Przychodzą mistrzostwa, pierwszy mecz z Ekwadorem i to, co powiedziałem w pierwszym zdaniu, za bardzo uwierzyliśmy w sukces. Po meczu głowy w dół, po prostu pękło jak bańka mydlana. A mecz z Niemcami…To przeciwnik z górnej półki. Przegrywamy. I mistrzostwa nam się kończą na towarzyskim meczu z Kostaryką.

 

SS: Kto zostanie mistrzem świata?

JCz: Trudno mi w tej chwili powiedzieć. Jest kilka kandydatów: Brazylia, Argentyna, Niemcy.

 

SS: Ale konkretnie?

JCz: Nie wiem

 

SS: Czego życzy się naukowcom?

JCz: Grantów.

 

SS: A co to są granty?

JCz: Jest to przyznanie przez państwo pieniędzy na jakieś badania. I to wszystko daje naukowcowi prestiż i uznanie.

 

SS: To właśnie życzę Panu grantów.

JCz: Dziękuję bardzo. Ja Panu życzę powodzenia w terapii, aby cel był osiągnięty.

 

SS: Dziękuję bardzo, że poświęcił mi Pan swój cenny czas.

JCz: Dziękuję.